Histeria u dziecka- jak sobie z nią radzić?

0

Każdy z rodziców zna ten etap, kiedy jego dziecko przejawia ataki histerii. Jeżeli chodzi o mnie moje dzieci przechodziły bunt dwulatka, czterolatka, pięciolatka i tak dalej, aż w końcu zatrzymałam się na procesie dojrzewania dziesięciolatka i po raz kolejny przerabiam bunt trzylatka. Czy to się kiedyś skończy?

Podstawowym objawem buntu jest upór i nadmierna płaczliwość. Miejsce przejawiania buntu: dowolne, jednak najbardziej spotęgowany jest w miejscu publicznym. Powód: najmniejszy, nawet jeżeli pójdziesz nie w tym kierunku co wybrało Twoje dziecię. Sposób na bunt? I tu się pojawia problem. Szkół na ten temat jest wiele, jednak ja mam wypracowaną jedną zasadę.

Zapewne większość z Was zna sytuację, gdzie dziecko rzuca się w sklepie, z płaczem na podłogę, bo nie chcemy mu kupić czegoś, co zupełnie jest mu nie potrzebne. I te spojrzenia osób trzecich. Są też tacy, którzy zarzucają nam, że nie potrafimy wychować własnego dziecka. Czy tak jest na prawdę? Niekoniecznie. Ze starszym synem nie miałam żadnego kłopotu. W zasadzie nie wiedziałam, że mam dziecko. Ale rzeczywiście był okres, kiedy syn dawał się we znaki, co okazywało się zwykłym buntem, czyli testowaniem nas rodziców, na ile może sobie pozwolić. Teraz przechodzę ponownie kolejny opór mojej młodszej pociechy.

Gdy nadciąga huragan Laura, czuję ze moje serducho przeżywa kolejny raz palpitację. Modlę się w duchu aby nie trwało to zbyt długo. Nabieram powietrza w płuca, liczę do 10, no dobra, do 100 aby nie doprowadzić do uszczerbku na zdrowiu. I co? Mój organizm dostaje ponownie niezłe baty, bo ile można ciągle liczyć i głęboko oddychać? No dobra, jedno jest pewne, moje płuca są idealnie przeczyszczone. Ale to tylko jeden plus całej tej zadymy, jaką funduje mi mały człowieczek. Jednak od jakiegoś czasu mam na to sposób i powiem szczerze, że odpukać, pomaga. Metoda jest bardzo prosta do zastosowania, jeżeli cała akcja odbywa się w domu. Kiedy córkę dopada atak buntowniczy, zanoszę ją do pokoju, stawiam ją w rogu, zamykam pokój, wychodzę z prędkością światła i czekam na błogi spokój. Na początku nie było łatwo, za każdym razem kiedy ją w tym kącie stawiałam to od razu go opuszczała, podążając z przeraźliwym krzykiem do naszego pokoju. Powtarzałam tę samą czynność kilka a nawet kilkanaście razy dopóki zrozumiała, ze nie daję za wygraną. W końcu nadszedł czas, że zrozumiała, że nic tym nie wskóra. Sprawdziło się. Jaka byłam szczęśliwa. Nareszcie znalazłam na to sposób! Radość ogromna. Jeszcze chyba nigdy tak się nie cieszyłam z wygranej, chociaż to dopiero połowa sukcesu. Zostało jeszcze opanowanie negatywnych emocji poza domem i tu było jeszcze trudniej.

Cała akcja miała miejsce niedaleko naszego mieszkania. Zwykłe wyjście na spacer skończyło się błyskawicznym powrotem do domu. Moje dziecię zapragnęło tu i teraz, natychmiast loda z tej budki. Tłumaczyłam, że najpierw musimy pójść do bankomatu po pieniążki i później wrócimy po jej ulubione lody. Na nic nie pomogły tłumaczenia i prośby. Był za to przeraźliwy krzyk, rzucanie się na ziemię i ogromna histeria, bo nie postawiła na swoim. Ciśnienie podskoczyło mi do najwyższej skali. Nie patrząc na nic, wzięłam ją na ręce i migiem wróciłam do domu, stawiając ją w karnym kącie. Sytuacja powtórzyła się kilka razy. Kolejny raz nie dałam za wygraną. Nie mówię o tym, jak przy każdym takim ataku histerii ponosiłam skutki uboczne, jakimi były siniaki, bo nieraz zostałam skopana.

Nie ukrywam, początki były ciężkie. W każdym takim momencie miałam do siebie pretensje, że do tego mogłam doprowadzić bo nie oszukujmy się, błąd leżał także po naszej stronie. Serce mi pękało zawsze kiedy ją stawiałam do kąta, kiedy karałam ją siedzeniem w domu pomimo, że pogoda sprzyjała spacerom. Jednak z perspektywy czasu wiem, że to wszystko było dla jej dobra. Widzę teraz jak liczy się z każdym swoim buntem. A ostatnio kiedy w złości rzuciła kubkiem, który rozbił się na milion kawałków, sama poszła do kąta i stała tam dobre 10 minut, po czy przyszła i z oczami słynnego kotka spojrzała na mnie i powiedziała “przaszam”.

 

 

 

Udostępnij.

Comments are closed.