Z pamiętnika nieperfekcyjnej Pani domu – cz. 3

3

Żona górnika o zmęczeniu może tylko pomarzyć

Wybranka losu mundurowego z kopalni często sama musi poradzić sobie z wieloma obowiązkami. Wiecznie zmęczony mąż ma bowiem niewiele czasu, żeby ją wesprzeć. Uwidacznia się to zwłaszcza podczas świątecznego galimatiasu. Ostatecznie jednak zawsze jest dumna ze swego lubego, a na smutki kupuje po prostu kolejną sukienkę. 

Tym razem pozwoliłam sobie zmienić temat i skupić się na mężu. Od kilku miesięcy mam bowiem przyjemność (a może nieprzyjemność) być żoną górnika. Od razu przyznam się Wam, że na pracę w kopalni nie chciałam się zgodzić, bo od razu „czułam czym to pachnie”. Porównanie mam, bo pochodzę z rodziny górniczej.
Na początku muszę męża pochwalić. Dopóki nie pracował w kopalni należał do całkiem przyzwoitych gości. Dzieliliśmy się obowiązkami domowymi, dzięki czemu wszystko szło szybko i sprawnie. Jedynie z naczyniami bywało różnie, bo szykował się do mycia od niedzieli do środy, więc wiedziałam, że muszę to zrobić sama, bo w końcu nie będzie w czym napić się herbaty. Pewnego dnia mój kochany Karol zamarzył o pracy w kopalni. Ja od razu krzyczałam, że to kiepski pomysł, a kasa w cale nie jest taka duża, jak mówi. Niestety moje gadanie pozostało w próżni. O pracę starał się chyba z rok i w końcu, jakimś cudem przyjęli go. Okazało się, że jest sporo chętnych nawet do najzwyklejszych prac pod ziemią (ludzie są naprawdę szaleni!).

Sytuacja w domu, odkąd Karol pracuje w kopalni, diametralnie się zmieniła. Po pierwsze zawsze jest zmęczony. Nawet jak przychodzi z rzekomo „lekkiej” szychty i tak musi się położyć. Wstaje, w najlepszej sytuacji, po dwóch godzinach, przy czym wciąż nie jest wypoczęty, przekonuje, że chętnie zrobiłby coś w domu, ale nie ma siły. Po czym mówi: kochanie, ale gdzie ja bym tyle zarobił? Słów, które w takiej sytuacji przychodzą mi na myśl, wybaczcie, ale nie napiszę. Wyszło bowiem na to, że owszem, budżet domowy jest nieco większy i przykładowo mogę pozwolić sobie na zakup kolejnego sweterka, ale czasu na zakupy w ogóle nie mam. Pewnie nie jedna babka ma podobnie, czyli dom, praca, dziecko i wszystko inne na jej głowie, więc nie ma sensu się nad tym rozpisywać. Fakty są jednak takie, że mamy przechlapane.

Świąteczny galimatias
Ostatnio zadzwoniłam do koleżanki ze studiów i próbowałam ją namówić na zakupy, ale u niej wszyscy chorzy, ona też, na leżenie nie ma jednak czasu. Kasia, bo tak ma na imię, musi zadbać o dzieci i wiecznie zmęczonego męża. W dodatku, jak to po świętach Bożego Narodzenia, mimo wielkich porządków, które zawsze je poprzedzają, tuż po nich dom w cale nie wygląda idealnie.
– Tyle się narobiłam przed świętami, a dom wygląda tak jak zawsze, czyli totalny bałagan. Kompletnie tego nie ogarniam – podsumowała Kasia.

U mnie jest dokładnie tak samo, więc co mam mówić? Doskonale ją rozumiem. „Cholewka”, tylko ja mam jedno dziecko, więc chyba u mnie powinno być lepiej, a niestety nie jest. Wracając do męża to w święta był po nockach i mimo iż przed wigilią przespał dwanaście godzin, dalej był zmęczony. Trzymają sztamę z moim ojcem i tłumaczą, że nawet gdyby zwieźli łóżko do kopalni, w dalszym ciągu byliby zmęczeni.
– Tam jest zupełnie inne powietrze, na niektórych działach bardzo gorąco, na innych zimno, poza tym brakuje słońca to się nie dziw – mówią.

Muszę jednak przyznać, że Karol ulitował się nade mną i umył chociaż podłogi i poodkurzał przed wieczerzą. Ja natomiast nocek w pracy nie mam, ale spać przed świętami chodziłam bardzo późno, nawet około trzeciej rano, bo jako typowa baba, chciałam, żeby było wyjątkowo. Podobnie, jak wszystkie kobietki z rodziny piekłam więc, gotowałam i smażyłam jak zwariowana. Po czym okazało się, że mamy co najmniej trzy rodzaje krokietów, pierogów, śledzi itp., a ryba po grecku była przygotowywana przez dwie osoby. Finalnie, mimo, że jedliśmy to wszystko przez tydzień, a część zamroziliśmy i tak sporo musieliśmy wyrzucić. To okropne, bo przecież są ludzie, którzy nie mają co jeść. Postanowienie na Nowy Rok: W święta robić o połowę mniej jedzenia!!!!

Sukienka zamiast pierścionka 
Na koniec chciałam dodać, że żona górnika, w przeciwieństwie do męża nie ma prawa do zmęczenia. Jej próby ogarnięcia wszystkiego od świtu do zmierzchu pozostają niezauważalne. Na ogół usłyszy: Ty zmęczona, ale czym? Miałam taki epizod, że próbowałam nawet zatrzymać męża w domu i zmusić go, żeby jednak do kopalni nie poszedł. Pierwszy plan był taki, aby nie obudzić go przed trzecią zmianą. Nie stawi się w miejscu pracy to może go zwolnią? Nie udało się jednak, bo nastawił budzik. Później walczyłam z nim przy drzwiach, ale jest sporo większy ode mnie, wyglądamy trochę jak ratlerek z rottweilerem, więc tak naprawdę żadnych szans nie miałam. Ostatecznie postanowiłam wyżyć się na zakupach. Spodobała mi się pewna sukienka, niestety bardzo droga. Wiedziałam, że ciężko będzie przeforsować kupno jednego ciucha za 1000 złotych. Przypomniał mi się wykład z psychologii, na której pani profesor tłumaczyła, co zrobić jak chce się dostać pierścionek z brylantem. Postanowiłam tę metodę wykorzystać. Chodzi w niej o to, żeby najpierw zasugerować kupno czegoś bardzo drogiego, a następnie zaproponować nieco tańsze wersje. Mówię więc do Karola, że strasznie podoba mi się pewien pierścionek, ale kosztuje 2,5 tys. zł. On oczywiście przyznaje, że faktycznie za drogi. Pytam więc, co myśli o płaszczu za 1,8 tys. zł, też kręci nosem. Na koniec mówię więc: to kupię sobie chociaż tę kieckę za 1000 zł. Zgodził się od razu, w końcu zyskał 1,5 tys. zł. Przez moment będę miała więc satysfakcję i w Nowy Rok wkroczę w cudownej sukience (nieważne, że założę ją tylko raz), jako dumna żona górnika!

Na koniec dzisiejszego felietonu chciałam dodać, że przedstawiona rzeczywistość to próba opisania codzienności w krzywym zwierciadle i proszę nie traktować tekstu zbyt poważnie 😉

Comments

comments

Udostępnij.

3 komentarze

  1. Prawda, podział obowiązków w domu w/w Państwa Iksińskich trochę nie wypalił:P Dużo rzeczy było zrobionych podwójnie 😉

Zostaw komentarz