Z pamiętnika nieperfekcyjnej Pani domu – cz. 2

0

Bo gdy pada dzieci się nudzą
Jesienią, zwłaszcza w deszczowe dni nie jest łatwo zapewnić rozrywkę dzieciom. Wyjście na zewnątrz, z powodów oczywistych, odpada, a wymyślanie zabaw w domu nie zawsze przynosi satysfakcję zarówno rodzicom, jak i ich pociechom. Ileż można układać klocki, ćwiczyć kształty, bujać się na koniku itd. Malowanie, zwłaszcza z półtorarocznym maluchem też niekoniecznie się udaje. Ostatnio pokusiłam się nawet o zrobienie domowej farbki, ale moja córka na jej widok zaczęła krzyczeć: Nieeeee! Po trzeciej próbie zrezygnowałam więc z przekonywania jej jaka to świetna zabawa. Ostatecznie zdecydowałam się na wyjście do koleżanki, która ma dwulatkę. Długo nie mogłyśmy się spotkać (czasu zawsze brak), więc jest okazja. Niech małe się pobawią, wyszaleją, a my sobie spokojnie porozmawiamy.

Pod ścianą porównań
Na samym wejściu do domu koleżanki Wiolety pada pytanie: Nie jest jej zimno? (ma na myśli małą Emilkę)
Spokojnie odpowiadam, że nie. Mówię, że kurteczka, którą ma na sobie jest w sam raz na jesień, nie za gruba, nie za cienka. Na co znajoma odpowiada, no wiesz jak uważasz, ale ja bałabym się, że mała zaraz będzie chora. Tłumaczę więc, że do tej pory jest z nią wszystko dobrze, a mamy już za sobą jedną jesień i zimę. Więcej pytań na temat ubioru już nie pada (uff). Ja postanowiłam darować sobie gadkę o nieprzegrzewaniu dzieci, bo Wiolka i tak nie da się przekonać.
Następnie rozmowa toczy się wokół szerokiego chodzenia Emilki. Wiolka sugeruje, że jest z nim coś nie tak. Dziwne jest dla niej w ogóle to, że pierwsze kroki zaczęła stawiać dopiero, gdy skończyła 15 miesięcy. W końcu jej Zosia tę umiejętność nabyła jeszcze przed rokiem. Zapewniam, że byłam u lekarza, że wszystko jest ok. Emilka ma swój rytm, długo raczkowała, a to też dobrze. Koleżanka postanowiła jednak dalej bombardować mnie pytaniami i sugestiami. Czy zadbałam o odpowiednie obuwie? Może jednak dobrze byłoby się udać do lekarza jeszcze raz? W końcu Zosia już tak długo świetnie biega, a Emilka jakaś taka ślamazarna. Zagryzam zęby i próbuję zmienić temat. Chwalę się więc, że Emilka uwielbia, gdy czyta się jej książeczki (czasem aż za bardzo, ileż razy można czytać „Lokomotywę” Jana Brzechwy). Jak się ładnie sama bawi itd. Udaje mi się nawet odciągnąć Wiolkę od tematu dzieci i zaczynamy rozmawiać o babskich sprawach. Są one o tyle lepsze, że odprężają i nie nakłaniają do porównań, które dziecko jest mądrzejsze, sprytniejsze i ładniejsze. W tym czasie nasze latorośle bawią się razem i trzeba przyznać, że zrobiło się całkiem przyjemnie.
Idylla nie trwa jednak długo. Wiolka „zeszła” owszem z Emilki, ale przypomniało się jej dziecko znajomych. Wiedziałam do czego zmierza, więc i tym razem próbowałam zmienić temat. Niestety bezskutecznie. Koleżanka rozpoczęła więc cały wywód, o tym, jak niektórzy rodzice zaniedbują dzieci. Zapytała się mnie, czy zauważyłam już, że córka naszej wspólnej psiapsiółki ma już prawie trzy lata, a wciąż prawie nie mówi. Odpowiadam, że słyszałam o co najmniej kilku takich przypadkach, kiedy maluchy zaczynały mówić dopiero przed czwartym rokiem życia. Od razu potrafiły jednak formułować całe zdania i „nadawały jak najęte”, więc może nie będzie tak źle. Koleżanki to jednak nie przekonuje. Mówi, że Kaśka na pewno mało rozmawia ze swoją latoroślą (przecież wiesz jaka ona jest – dodaje). Poza tym ona nigdy nie ma na nic czasu, a ostatnio jak u niej byłam to podłoga była brudna, a naczynia niepozmywane. Wiolka zapomniała jednak dodać, że osoba, o której mówi to pracująca mama. Mimo wielu obowiązków, potrafiąca znaleźć czas na zabawę z córką i upieczenie jej zdrowego przysmaku. Nie potrafię być wredna, dlatego nie pokusiłam się o własny komentarz, że Wiolka nie pracuje, a małą i tak oddaje do opiekunki. Dzięki czemu ma czas na zadbanie o błyszczącą podłogę i idealny makijaż. Przez chwilę udaje nam się porozmawiać o wszystkim i o niczym kiedy … Emilka zrobiła kupkę. Wiolka znowu miała pole do popisu: Wiesz, nie chcę być niemiła, ale moja Amelka z nocnika korzystała już od 13 miesiąca życia, a kupy to w ogóle nie pamiętam, kiedy zrobiła do pampersa.

Odwrót pełen refleksji
W tym momencie postanowiłam się poddać. Zmieniłam córce pieluchę i pod naprędce wymyślonym pretekstem wyszłam od koleżanki. Pchając wózek zastanawiałam się nad tym, że zazdroszczę naszym córciom, które spędziły super wspólnie czas. Bez porównań, która mama ma lepszy makijaż, pomalowane paznokcie, która lepiej gotuje, a może jeszcze u której pojawiły się odrosty… Były tu i teraz. Radosne, szczęśliwe i szczebioczące swoim dziecięcym językiem … oby nie dorosły zbyt szybko.

Comments

comments

Udostępnij.

Zostaw komentarz