Strażak fajter z Legnicy

0

W zdobyciu podium pomagają kibice!

Paweł Biszczak, mistrz świata K-1 z 2014 roku i wielokrotny mistrz Polski karate kyokushin i kickboxingu. Ukończył Akademię Wychowania Fizycznego we Wrocławiu. Przez rok pracował jako nauczyciel. Od trzech lat jest strażakiem w Komendzie Miejskiej Państwowej Straży Pożarnej w Legnicy. Ponadto prowadzi klub sportowy Fight Hobby przy ulicy Makuszyńskiego 13-15 w Legnicy. Trenuje małe dzieci, młodzież i dorosłych. W najbliższą sobotę w Regionalnym Centrum Sportowym w Lubinie podczas gali „Fight Exclusive Night 15 Final Strike” będzie walczył o tytuł mistrzowski z Wojciechem Wierzbickim ze Zgorzelca. Kilka dni temu udało nam się z nim porozmawiać o przygotowaniach do walki, a także  o tym, jak godzi zawodowy sport z ciężką pracą strażaka. Zapytaliśmy również o przełomowe momenty w karierze, marzenia i ludzi, na których się wzoruje.

A.S. Uprawianie sportów walki w jakiś sposób pomogło Panu dostać pracę w Państwowej Straży Pożarnej?

P.B. Trenuję sporty walki od 10 roku życia, a strażakiem jestem od trzech lat. Zarówno sport, jak i praca wymagają ode mnie wielu wyrzeczeń.  Dają mi jednocześnie mnóstwo satysfakcji  i emocji podczas ich wykonywania. Są to więc pokrewne profesje, o podobnym poziomie adrenaliny. Nie jestem zresztą jedynym strażakiem, uprawiającym czynnie sporty walki.  Natomiast, co do samego dostania się do PSP to bycie sportowcem nie miało bezpośredniego wpływu na zatrudnienie w jednostce. Z tym, że to moja życiowa pasja i kształtuje ona moją osobowość. Poza tym sprawność fizyczna i określone cechy psychomotoryczne są potrzebne w zawodzie strażaka. Jest on bowiem w ciągłym ruchu, więc dobra kondycja fizyczna to konieczność.

A.S. Czy praca w żaden sposób nie koliduje z uprawianym sportem?

P.B. Sam trening jest ciężką pracą. Nie tylko nad ciałem, ale także nad cechami psychomotorycznymi. Podchodząc do walki trzeba być przygotowanym i mieć przysłowiowy „czysty umysł”. Z drugiej strony jest wymagająca posada w PSP, więc na pewno to nie pomaga. Z tym, że strażacy to fajterzy i zahartowani ludzie. Jeżeli się bardzo czegoś chce to można wszystko pogodzić.

A.S. Co do samych sportów walki: zaczynał Pan w wieku 10 lat. Jak to się stało, że dziecięce hobby przerodziło się w życiową pasję?

P.B. Odkąd pamiętam chciałem ćwiczyć sporty walki. Zafascynowały mnie filmy z Jean Claude Van Damme, które oglądałem z tatą. Od początku dążyłem do tego, żeby być zawodowym zawodnikiem – fajterem.  Oczywiście, jak w każdym przedsięwzięciu miałem momenty zawahania, ale mimo to do dnia dzisiejszego realizuję swoje życiowe plany i marzenia.

A.S. Jaki okres w Pańskiej karierze sportowej był najtrudniejszy?

P.B. W wieku 19 lat miałem poważną kontuzję stawu kolanowego. Przez dwa lata byłem wykluczony z treningów i startów w zawodach. To czas przypadający na najważniejszy okres dla sportowca,  bo cechy motoryczne wtedy się najbardziej kształtują. Mi te lata zostały zabrane. Zacząłem więc poszerzać swoje horyzonty,  jeżeli chodzi o sporty walki. Zawsze interesowała mnie „stójka”. Wówczas w Polsce transmitowano zawody K1 w Japonii. Oglądałem je z zapartym tchem. Chciałem spróbować w nich swoich sił.

A.S. Proszę jeszcze powiedzieć, który moment był najlepszy?

P.B. Na najlepszy moment wciąż jeszcze czekam … (śmiech).

A.S. W najbliższą sobotę będzie Pan walczył o pas mistrzowski z Wojciechem Wierzbickim. Do walki przygotowuje się Pan bardzo intensywnie?

P.B. Może nie jestem jeszcze „starym” zawodnikiem, ale długo trenuję, więc nie popadam ze skrajności w skrajność. Robię swoje od początku do końca. Tak samo podchodzę też do treningów. Tym bardziej, że miałem już momenty „przetrenowania” przed innymi walkami. Oczywiście ostatnio intensywnie ćwiczyłem, ale liczy się jakość, a nie ilość. W ramach przygotowania do najbliższych zmagań zorganizowałem dwa mikro obozy. Pierwszy w Bydgoszczy, a drugi w Wiśle.

A.S. Według Pana osobistego odczucia Wojciech Wierzbicki to silny przeciwnik?

P.B. To bardzo silny przeciwnik. Wygrał tymczasowy pas mistrzowski na gali FEN 12 we Wrocławiu. Pokonał wówczas Belga Zakarię Baitara. W moim przekonaniu była to niespodzianka, chociaż wiele razy udowadniał, że należy do europejskiej czołówki. Jest mistrzem Europy WAKO, jednej z największych organizacji kickboxingu na świecie. Zdobył pas, który ja chciałbym mu odebrać.

A.S. Co chciałby Pan osiągnąć, jako sportowiec?

P.B. Jako zawodnik czuję już, że mam spore możliwości, choć nie powiedziałbym jeszcze, że jestem spełniony. Chciałbym zawalczyć dla organizacji K1 Global, czy Glory, które organizują tego typu zawody na całym świecie, a dokładnie w Japonii i Stanach Zjednoczonych.

A.S. Jest na świecie zawodnik, na którym się Pan wzoruje?

P.B. Wielu jest sportowców, na których się wzoruję. Podpatruję taktykę, część mi się podoba, a część nie, ale zawsze można coś wywnioskować i zaczerpnąć jakiś przykład. Jeżeli chodzi o młodość to tak jak mówiłem, moim wzorcem był Jean Claude Van Damme. Wracając jeszcze do tego momentu, gdy przechodziłem z karate do K1. – Był to czas, kiedy mistrzowie karate, występując w kimonie, zdobywali najwyższe laury w K1. Wtedy ja się na nich wzorowałem. Teraz podziwiam zawodników ze szkoły holenderskiej, która wiedzie prym w przygotowaniu motorycznym i efektywności walk. Uważam więc, że trzeba iść w tą stronę.

A.S. Komu wśród osób, które wspierają Pana karierę zawodową chciałby Pan podziękować?

P.B. Sponsorom, zwłaszcza tym, którzy wspierają mnie od początku kariery i śledzą moje poczynania. Wyrazy uznania należą się również kibicom. Na tym etapie kariery sportowej są oni dla mnie bardzo ważni. Na początku ćwiczy się tylko dla siebie i czerpie się z tego przyjemność. W pewnym momencie jednak ta „ściana kibiców” dodaje natchnienia, otuchy, poczucia, że ludziom podoba się to, co robię. Cieszy, kiedy trybuny są pełne. Wiele osób wspomaga mnie na fanpage’u, co bardzo doceniam, ale najważniejsza jest mobilizacja na żywo, gdy przychodzą na salę. Pomaga to zwłaszcza w momentach przerwy, kiedy jest się w narożniku i przeżywa się również momenty kryzysowe. Taki doping  dodaje skrzydeł i pomaga w osiągnięciu zwycięstwa.

 

Comments

comments

Udostępnij.

Zostaw komentarz