Reforma edukacji budzi obawy wśród nauczycieli

0

– Prawda jest taka, że w którymś momencie staliśmy się ekspertami od pewnej grupy wiekowej, bo dostaliśmy dzieciaczki, a wypuszczamy młodzież. To myśmy borykali się z największymi problemami. Jakbyśmy tak popatrzyli z perspektywy czasu to kłopoty wychowawcze, które pojawiały się w gimnazjach, naprawdę są coraz mniejsze, bo mamy więcej środków wypracowanych. Po tylu latach funkcjonowania tych placówek, jednym „machnięciem ręki” skreśla się cały nasz dorobek. Nie mówimy, że poprzednia reforma była krystaliczna, a wszystko dopracowane, bo to też nie o to chodzi. W związku z nią uczyliśmy się latami, ale to pokolenie również będzie się uczyło latami – mówi Marta Dunaj – Stefańska, nauczyciel języka polskiego w Gimnazjum nr 4 im. Jana Pawła II w Lubinie. – W tym wszystkim zapomina się o potrzebach uczniów. Jest wymóg, program, oczekiwanie, ale nie ma w tym dziecka.   

Z nauczycielem historii i WOS-u Krzysztofem Koryckim z Gimnazjum nr 4 im. Jana Pawła II oraz polonistką Martą Dunaj – Stefańską rozmawialiśmy o tym, dlaczego obawiają się reformy edukacji. Wśród powodów nie wymieniają strachu o utratę stanowiska pracy, ale wiele innych problemów, związanych z wprowadzaniem zmian.

– Przede wszystkim myślę, że bolączką nowego systemu będzie kanon lektur, m.in. dlatego, że ci, którzy uczą w szkole podstawowej doskonale wiedzą, że „Pan Tadeusz” Adama Mickiewicza omawiany jest obecnie w liceum, a zgodnie z nową podstawą programową będzie przerabiany przez cztery lata w szkole podstawowej, od czwartej do ósmej. Podzielono go na opisy zwyczaje, wydarzenia historyczne i inne. Wydaje mi się, że takie rozciągnięcie lektury na kilka lat jest absolutnym niedopasowaniem do wieku odbiorcy. To samo zresztą zarzuca Rada Języka Polskiego, która bardzo krytycznie wypowiadała się o nowej podstawie programowej. Niestety konsultacje trwały raptem pięć dni i nie każdy mógł się wypowiedzieć. – mówi Marta Dunaj – Stefańska.

Polonistka zaznacza także, że wraz z reformą nastąpi powrót do wiedzy encyklopedycznej. Przestanie więc być istotny rozwój, potrzeby, aspekt psychologiczny i samodzielne myślenie uczniów. W zamian zaś dzieci nauczą się formułek i definicji.

– Wydaje mi się, że nie jest mi potrzebna wiedza (przykładowo), co to jest akapit, ale jak go zastosować. To jest zdecydowanie najważniejsze. Natomiast, jak przyglądałyśmy się z koleżankami nowym wymaganiom to w części pojawia się zna, a nie rozumie, czy potrafi zastosować –mówi Marta Dunaj – Stefańska.

Kolejną kwestią, o którą obawiają się nauczyciele w związku z reformą, to rozmijanie się historii z językiem polskim. W chwili obecnej dzieci uczą się z podręczników, mających układ chronologiczny, dzięki czemu materiał z obu przedmiotów w pewnym momencie „zazębia się”. Nowej podstawie zarzuca się zaś, że wprowadzi chaos zarówno w nauczaniu, jak i przyswajaniu wiedzy, bo materiał nie jest przystosowany do niektórych grup wiekowych. Choć pedagodzy dodają, że obecny program też nie jest bez wad, ale nauczyli się już z nim pracować.

– Są książki, zaproponowane przez ministerstwo, absolutnie odbiegające od możliwości poznawczych dzieci. Jest „ W pustyni i w puszczy”, są „Krzyżacy”, ale również „Quo Vadis” Henryka Sienkiewicz, to niewyobrażalne. Poza tym przestarzały, archaiczny wręcz system lekturowy. Doskonale pamiętam, sprzed 30 lat, że niektóre z nich po prostu wtedy były i to, że one nie będą przez dzieci zrozumiałe to jest jedna sprawa. Z drugiej strony skąd one będą pozyskane, bo przecież połowa z nich już dawno temu wygasła i one są zgromadzone, gdzieś w archiwach i w ogóle nie są wykorzystywane. Przykładem jest komiks „Kajko i Kokosz” Janusza Christy. Nie mówię, że to zła lektura, ale dostęp do niej będzie bardzo trudny. Poza tym wraca nam w klasie siódmej, we fragmentach, „Ziele na kraterze” Melchiora Wańkowicza, ale my to poznawaliśmy w klasie trzeciej gimnazjum i zostało później wycofane. Okazało się, że jest po prostu za trudne. Brakuje też pozycji wychodzących naprzeciw młodemu czytelnikowi. Wszyscy mówimy, że jest komputeryzacja, że dzieci nie czytają, a tutaj się okazuje, że kanon lektur (będący zawsze bolączką), po prostu spłyca chęć czytania – mówi Marta Dunaj – Stefańska.

Natomiast w nowej podstawie programowej historii nie wspomina się Lecha Wałęsy oraz kilku innych znanych i cenionych ludzi, co budzi spore kontrowersje. Trzeba jednak dodać, że we wcześniejszej, nazwisko legendarnego działacza NSZZ „Solidarność” też się nie pojawia. Krzysztof Korycki wymienia wiele innych problemów, wynikających z reformy edukacji.

-Pierwszy błąd zrobiono, jak tworzono gimnazja w 1999 roku. Historia, uczona przez cztery lata szkoły podstawowej, a później rozszerzona w liceach, została jakby z ciśnięta do trzech lat. Przerobienie wszystkiego było więc niemożliwe. W roku 2008, po dziewięciu latach istnienia gimnazjów, zrobiono poprawkę i część nauki przeniesiono do szkół średnich. Troszeczkę poprawiło to jakość nauczania, ale z drugiej strony powodowało to, że cały materiał nie był przerabiany i istniało ryzyko, że niektórzy uczniowie, rezygnując z nauki w średniej szkole, nie poznają go. Teraz próbuje się to naprawić, przywracając wszystkie lata w podstawówce, co jest plusem tej reformy –mówi Krzysztof Korycki. – Moim zdaniem za dużo materiału wypycha się jednak w pierwszej klasie. Kiedyś kończyliśmy ją na Kazimierzu Wielkim, czyli dynastii Piastów (wiek XIX),a teraz dołożono jeszcze Polskę Jagiellonów, czyli dwa wieki z bardzo wieloma wydarzeniami. Obawiam się więc, że czasy starożytności i średniowiecza będą trochę mniej poznawane przez uczniów.

Ci, którzy dokładnie przyglądali się nowej podstawie programowej mówią, że za dużo jest w niej historii militarnej i polityki, a za mało o życiu ówczesnym i społecznym oraz o problemach mniejszości narodowych i wyznaniowych dawnej Rzeczpospolitej, czy emancypacji kobiet.

– Niektóre zagadnienia być może ominięto przez przypadek, co świadczyłoby, że reformę robi się „na kolanie” i bez dokładnego sprawdzenia. Przykładowo przy pierwszym projekcie podstawy programowej nie było takich wydarzeń, jak m.in. powstanie wielkopolskie, które powodowało, że po I wojnie światowej ta kraina została przyłączona do Polski, pominięto bitwę nad Bzurą, największą kampanii wrześniowej – mówi Krzysztof Korycki.- Bardzo dla mnie podejrzane, że pomija się kwestie, kiedyś ważne w życiu społeczeństwa, jak np. problem Żydów, czy mniejszości narodowych II Rzeczypospolitej, ich traktowania przez polskie władze. Wielkie wzburzenie części opinii publicznej budził sposób potraktowania najnowszej historii Polski m.in. brak wspomnienia w podstawie programowej Lecha Wałęsy. Oczywiście wszyscy się zgadzamy, że postać nie jest kryształowa, bo są pewne, niemalże potwierdzone zarzuty, ale dla przykładu człowiek, którego bardzo szanujemy i wywyższamy, Józef Piłsudski, bohater, walczył o wolną Polskę, ale złamał prawo dokonując zamachu stanu, w wyniku czego zginęło kilkaset osób. Natomiast przeciwko opozycji wystosował proces brzeski, pozamykał swoich przeciwników w więzieniach, tylko za poglądy polityczne.

Nowej podstawie programowej nauczyciele zarzucają też, że bardzo słabo zaznaczono w niej kształtowanie się społeczeństwa obywatelskiego, czyli nieczekającego na polecenia z góry, ale podejmującego też własne inicjatywy i potrafiącego się nie zgodzić, z niektórymi decyzjami władzy. Kolejną kwestią są podręczniki. Nauczyciele obawiają się, że mogą w nich być błędy, bo jak podkreślają, zdarzają się one w publikacjach, powstających w normalnym trybie. Może się więc zdarzyć, że nawet, jak pedagog wychwyci błąd i powie o nim uczniom, oni i tak nauczą się z książek.

– Czy podręczniki będą gotowe na wrzesień? – pyta Krzysztof Korycki – Nie chcemy sytuacji, w której my przeprowadzimy wykład, a uczniowie nie będą mieli się z czego nauczyć. Co do najnowszych czasów to czy w podręcznikach nie będzie zapisana historia smoleńska, jeżeli tak, to w jakim wydaniu, czy jako zamach, czy katastrofa? Śledztwo przecież trwa, więc nic nie powinno się sugerować – dodaje.

Istnieje też obawa, że w związku z wprowadzaniem reformy edukacji już w następnym roku szkolnym przyszłoroczni siódmoklasiści i ich młodsi o rok koledzy nie przerobią części materiału, która jest omawiana tylko „wyrywkowo” w obecnej podstawówce, a ma być przerabiana w nowej.

– W związku z tym, jak już reforma jest konieczna, czy nie można było jej wprowadzić za dwa lata, aby nową podstawę programową zrealizować w pełni? – pyta Krzysztof Korycki . – Powinno się ją rozłożyć w czasie, żeby wszystko dobrze przygotować-dodaje.

Comments

comments

Udostępnij.

Comments are closed.