Mistrz fotografii ratowniczej

0

Z 23-letnim Waldemarem Szańkowskim, zastępcą redaktora naczelnego portalu internetowego 112Polkowice.pl i redaktorem ogólnopolskiego medium Remiza.pl rozmawialiśmy o jego nietypowej pasji, czyli fotografowaniu niebezpiecznych wydarzeń drogowych i pożarów. Wykonane przez niego zdjęcia są wyjątkowe, o czym świadczy fakt, że można je zobaczyć na wielu polskich portalach. Strażaków, czy policjantów uwiecznia także na fotografiach, które wykorzystywane są w kalendarzach. Ponadto ostatnio modne stało się etui na telefon z jego kadrem. Waldemar jeździ także na targi międzynarodowe. W ubiegłym roku uczestniczył w Światowych Dniach NATO, które odbyły się w czeskiej miejscowości Ostrawa, a dwa lata temu był w niemieckim Hanower. W tym roku wybiera się do Warszawy. Oczywiście na tego typu wydarzeniach uwiecznia swoim aparatem sprzęty służb ratowniczych. Młody fotograf przekonuje, że hobby to będzie towarzyszyć mu do końca życia. Do dyskusji włączył się także jego tato Mirosław Szańkowski. Ubarwił ją swoimi opowieściami.

A. Sz. Kiedy zacząłeś interesować się zdarzeniami drogowymi i jak przerodziło się to w życiową pasję?
W. Sz. Pasjonuję się ratownictwem, a przede wszystkim ludźmi, którzy ratują innym życie. Od dzieciństwa interesowałem się zdarzeniami drogowymi, m.in. wypadkami, pożarami. Z czasem, jak to obserwowałem, zacząłem się także zaciekawiać pracownikami służb, które gaszą pożary i pomagają rannym, czyli zarówno strażakom, policjantom, jak i ratownikom medycznym. Postanowiłem, że będę robił im zdjęcia, aby pokazać wszystkim, jak ich praca wygląda na co dzień.

A. Sz. Wykonywanie zdjęć, obrazujących zdarzenia drogowe nie jest łatwe. Jak udaje Ci się sprostać temu zadaniu? Bardziej przydatny jest dobry sprzęt, czy zaufanie ludzi ,pełniących w danym momencie służbę (nie można im bowiem przeszkadzać w pracy)?
W. Sz. Ogólnie zależy to od sytuacji. Posiadam dobry sprzęt, ale czasem trzeba podejść bliżej. Nie zawsze jest to jednak możliwe. Jest to oczywiście uzależnione od wagi wydarzenia. Jeżeli wypadek jest poważny, trzeba reanimować rannego to nie mogę sobie podejść i po prostu robić zdjęcia. Muszę zachować jakąś odległość. Nie mogę też zacierać śladów, ani mówiąc kolokwialnie „wchodzić pomiędzy nogi” strażakom czy ratownikom.

A. Sz. Jak długo zajmujesz się fotografowaniem zdarzeń drogowych?
W. Sz. W tym roku upłynął cztery lata.

Tato Waldemara, Mirosław Szańkowski: Jeszcze, jak był małym chłopcem zauważyliśmy jego zainteresowanie tym, co dzieje się na drodze. Ze względu na wykonywaną działalność, często wyjeżdżałem w dalsze trasy. Po powrocie Waldek zawsze pytał się o to, co działo się w trakcie jazdy. Nie wystarczyła mu jednak sama opowieść. Musiałem mu to pokazać za pomocą „resoraków”. On później niszczył te samochodziki i dopytywał się, czy to auto było tak uszkodzone, a drugie leżało w tym miejscu…? Z czasem wyruszał w podróż ze mną. Oczywiście musiałem się zatrzymać, gdy cokolwiek się działo.
Myśleliśmy, że syn, jak każdy chłopiec chce być strażakiem, czy policjantem. Biegał więc na każde zdarzenie, które wydarzyło się w naszej okolicy i obserwował, co się dzieje. Pierwszy aparat cyfrowy kupiła mu babcia. Zaczął więc z nim chodzić, albo jeździć na wypadki i robił oczywiście zdjęcia. Policjanci czy strażacy trochę mu pobłażali. Mały chłopiec chce popatrzeć, więc trzymali go z daleka, ale nie wyganiali. Z czasem nabrali do niego zaufania, bo wiedzieli, że robienie fotografii to jego pasja, a przede wszystkim przedstawiane przez niego obrazy nie są drastyczne, tylko ukazujące trud z jakim na co dzień zmagają się pracownicy różnych służb.

A. Sz. Czy któreś z wydarzeń było Ci wyjątkowo ciężko sfotografować?
W. Sz. Każde ujęcie jest trudne, ponieważ znajduję się w miejscu wydarzeń, często są osoby poszkodowane. Wszędzie, gdzie jestem z aparatem ludziom dzieje się krzywda, nie jest więc łatwo na to patrzeć, czy myśleć o tym.

A. Sz. Nie ma to więc wpływu na Twoje prywatne życie? W końcu widzisz też krew. Nie masz ochoty powiedzieć dosyć?
W. Sz. Nie. Już tak długo to robię, że przynajmniej fizycznie oswoiłem się z tym.

A. Sz. Czy pracujesz w jakiś szczególny sposób nad zdjęciami?
W. Sz. Tak. Każdą fotografię obrabiam w specjalnym programie graficznym oraz nadaję logo. Zależy mi na tym, żeby były to zdjęcia wysokiej jakości, więc podchodzę do nich indywidualnie. Ponadto, jeżeli są jakieś tablice rejestracyjne lub twarze poszkodowanych to zamazuję je, żeby były cenzuralne. Tak naprawdę zajmuje to sporo czasu. Nie wystarczy włączyć komputer i „poklikać” sobie.

A. Sz. Znasz więc prawo prasowe. Uczyłeś się sam, czy uczęszczałeś na specjalny kurs?
W. Sz. Nie. Jestem samoukiem. Fotografii też uczę się sam.

Tato Waldemara, Mirosław Szańkowski: Na wypadek potrafi jechać nawet w nocy, ale, jak prosimy go, żeby zrobił drobne zakupy to nie ma czasu. Jedzie także zaraz po pracy, nawet jeżeli przespał tylko dwie godziny. To po prostu prawdziwa pasja.

A. Sz. Na koniec powiedz proszę, czy zdarzyło Ci się kiedyś, że sam musiałeś udzielić pierwszej pomocy? Co wtedy ze zdjęciami, odchodzą na dalszy plan?
W. Sz. Oczywiście przede wszystkim należy ratować. Na zdjęcia zawsze jest czas, a pierwsza pomoc musi być udzielona natychmiast. Należy ponadto powiadomić odpowiednie służby, oznaczyć miejsce wypadku. Jakiś czas temu przejeżdżałem obok miejscowości Jawor, gdy zderzyło się kilka aut. Około 30 osób było poszkodowanych. Większość miała lekkie potłuczenia, więc ich życiu i zdrowiu nie zagrażało niebezpieczeństwo. Zabezpieczyłem jednak drogę trójkątem ostrzegawczym i zadzwoniłem na 112.

Comments

comments

Udostępnij.

Zostaw komentarz